Świadectwa

"...ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi." Dz 1, 8

Świadectwa z wyjazdu Balu Sylwestrowego 31.12.2021-2.01.2022:

“Hej;) Pisząc tego emaila utwierdziłaś mnie w przekonaniu, że Pan Bóg chyba oczekuje na małe świadectwo na które trochę brakło mi w niedzielę odwagi ;)

Na początku bardzo chciałam podziękować ks. Franciszkowi za to że stworzył Oazę Życzliwości to miejsce jest wyjątkowe i jest prawdziwą oazą radości i odzyskiwania równowagi ducha i ciała. W tym wyjątkowym miejscu miałam okazję być już chyba 4 raz i zawsze wyjeżdżałam umocniona i zadowolona. Sam pomysł Balu Szalonych dla Jezusa bardzo mnie zaskoczył i ucieszył już w listopadzie kiedy zobaczyłam ogłoszenie na FB. Przez ostatnie lata ten ostatni dzień roku nie był jakoś optymistyczny i przeważnie łapałam tzw doła podliczając to co się udało lub nie udało w danym roku. Był to raczej dzień smutku a nawet rozpaczy i żalu do Pana Boga że inni są szczęśliwi, nie są samotni itd. Potem ten stan mijał i żyło się dalej....

Do ostatniej chwili nie byłam pewna czy dane mi będzie uczestniczyć w tym wydarzeniu, gdyż koleżanka z którą miałam jechać nie była do końca zdecydowana a moje samopoczucie też nie było najlepsze i bałam się czy ostatecznie nie będę musiała zrezygnować z tak długo wyczekiwanego wyjazdu....ale wszystko na szczęście zakończyło się pomyślnie.

O ile radość w listopadzie była wielka tak znikła ona z początkiem grudnia gdyż splot różnych wydarzeń związanych głównie z pandemią spowodował że dopadł mnie ogromny lęk o zdrowie najbliższych i swoje. Czas izolacji w której byłam ze względu na chorobę taty spowodował u mnie tak duże poczucie strachu i lęku, że czułam się bardzo przytłoczona.Pozornie starałam się żyć normalnie choć było bardzo ciężko, dni stawały się podobne do siebie.....zamiast w tym czasie jeszcze bardziej zaufać Panu Bogu niestety poddałam się lękowi, niepewności a moją lekturą zamiast Pisma św było czytanie klepsydr na lokalnych portalach i analizowanie średniej wieku. Z racji tego że moja mama pracuje na oddziale covidowym też nie ułatwiało mi codziennego funkcjonowania a temat śmierci był stale obecny w naszych rozmowach. W między czasie jednego dnia ale o bardzo wymownej dacie 8 grudnia zmarła moja ciocia a później babcia....tych informacji było już za dużo co przytłoczyło mnie jeszcze bardziej....nie mogłam uczestniczyć również w ich pogrzebach ze względu na kwarantanne :( Ten splot wydarzeń odebrał mi zupełnie radość z oczekiwania na Boże Narodzenie....a czas oczekiwania przypominał raczej Wielki Tydzień..

Święta udało się spędzić rodzinnie ale we mnie strach nie opadł a wręcz się jeszcze nasilał.....można powiedzieć że fizycznie czułam się dobrze a duchowo czułam się jakbym umarła...i moja psychika nie była w najlepszej kondycji.....Wszystko zmieniło się w jeden weekend :) Już przekraczając recepcję i widząc uśmiechniętą i szaloną Wiktorię wiedziałam że to będzie wyjątkowy czas. Zostawiłam wszystko za drzwiami i starałam się wykorzystać jak najlepiej te podarowane od Pana Boga dni. Życzliwość ludzi i poczucie wspólnoty wartościowych ludzi dodawało mi skrzydeł....czułam że odzyskuje siły. Na wyjątkowej randce o godz. 3.10 oddałam Jezusowi całe moje życie, cały ten lęk, niepewność strach i wszystko co odbierało mi radość życia...wiem że to On jest Panem życia i śmierci i ma dla naszego życia najlepszy plan i postaram sie Mu nie przeszkadzać i nie opierać swoich sił na sobie bo to kończy się bardzo źle...Wyszłam z nowymi siłami i czułam się jak te balony napełnione helem...z tej radości nie mogłam zasnąć potem do 4 ale wypoczęta obudziłam się już o 6;) to nie były ludzkie baterie życiowe. W niedzielę na Mszy św bardzo poruszył mnie fragment Ewangelii W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła...drugim poruszającym momentem była Komunia święta którą przyjęłam kończąc śpiewać fragment pieśń....wchłoń moją ciemność....a trzecim momentem była dziękczynna pieśń Uwielbiajcie Pana (i z tego miejsca dziękuję koledze który ją zagrał bo to nie był przypadek)...a fragment On osuszy twoje łzy, On ratunkiem będzie ci, u Jego stóp padnie wróg, bo on Bóg Niezwyciężony dodał mi niezwykłego powera by to wyśpiewać prosto z serca;):)

Dziękuję Panu Bogu że wlał w moje serce nowe siły i radość życia którą teraz dzielę się z innymi. Postaram się pielęgnować to Boże światło by nie zgasło bo wiem jak żyje się w ciemności.. Chwała Panu za te piękne dzieła które dokonuje i będzie dokonywał jeszcze w naszym życiu:) PS. Wiktorio bardzo Ci dziękuję że podjęłaś się tego dzieła. Nie ustawaj w nowych pomysłach które będzie podrzucał Ci Duch Święty”

“Rok 2021 był dla mnie bardzo trudny, wydaje mi się nawet, że był najtrudniejszy w moim dotychczasowym życiu. W tym roku zderzyłem się z przysłowiową ścianą i mnie to w zasadzie złamało. Straciłem motywację do walki z grzechem na codzień, a także do wszelkiego działania. Nie miałem, a raczej uważałem, że nie mam sił by zrobić cokolwiek, to do czego byłem zmuszony wykonywałem na przysłowiowy odwal. Zdawałem sobie wtedy sprawę, że taki stan nie może być dobry, w końcu przeczytałem mnóstwo książek i słuchałem wielu konferencji. Jednak stały się one dla mnie suchymi faktami, a duchowość i w ogóle świadomość Boga i Jego obecności mocno przygasły w moim sercu.

Jako taka wydmuszka jechałem do Przytkowic. Tam też już od pierwszej chwili zetknąłem się z czymś o czym zdążyłem już zapomnieć z żywą wiarą, nadzieją na życie w świętości i szczerą miłością bliźniego. Uderzyło mnie to jak obuchem, a zarazem tchnęło w mojego dotychczas uschłego ducha nową energię i siły bym mógł znów wielbić Boga całym moim sercem, całą moją duszą i całym moim umysłem. Za to właśnie jestem szczerze wdzięczny i serdecznie dziękuję Panu Bogu, organizatorom, a także wszystkim napotkanym w Przytkowicach osobom, przez które Pan na nowo rozpalił we mnie swój ogień.”